Wywiad do nr. 18 gazety konopnej SPLIFF

"FILIP Z KONOPI" – rozmowa z twórcą jednego z najpierwszych polskich pism na temat wiadomy. To już ponad 10 lat!

Pismo powstało w 1997 r. i zawsze miało charakter undergroundowego zina, który krążył głównie po Białymstoku, głównie między znajomymi i poprzez niszowe distra. Nie było wtedy powszechnego internetu, a nakład rzędu setki lub dwóch egzemplarzy, wydawany praktycznie bez budżetu, ludzie podawali sobie z rąk do rąk lub kserowali w świat. Ukazuje się rzadziej niż raz do roku i jest dość skromne, ale niewątpliwie ciekawe; no i – pionierskie. O tym, jak wyglądały początki, o kształcie pisma, rzeczywistości sprzed wielu lat i tej dzisiejszej oraz paru innych sprawach z autorem gazety rozmawia Dementor.


Dementor: Może na początek opowiedz nam o sobie...

Marcin: Jestem Marcin z Białegostoku. Rocznik 1981. Nie jestem dzieckiem stanu wojennego, jak chciał policjant na komisariacie, ale dzieckiem solidarności, tej z malej litery i naprawdę, a nie dużej i w cudzysłowie. Można powiedzieć, ze ducha wolności wyssałem z mlekiem matki, która już kilka miesięcy później, biegając za pieluchami po mieście, mijała czołgi. Tak więc zawody typu policjant, żołnierz, poborca podatkowy czy pracownik administracji państwowej uważam za nieetyczne i nigdy bym się ich nie podjął. Widziałem jak padała komuna, a starsi znajomi, co bawili się w konspirę, mówili, że to była ostatnia rzecz, jakiej się spodziewali. Więc fakt, że mamy prohibicje nie znaczy, że będzie na wieki wieków amen i nie ma co czekać na koło historii, tylko prohibicję trzeba myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem zwalczać, jak wroga, co nie daje normalnie żyć.

Dementor: Rozumiem, sądzę, że coraz więcej ludzi w Polsce myśli o walce z prohibicją. Jaka była twoja inspiracja do założenia FILIPA Z KONOPI?

Marcin: Bezpośrednią inspiracja do zrobienia gazetki FILIP Z KONOPI – pismo z kręgów jeszcze niedozwolonych" (poza "dragami" oczywiście) był zin "Maryjanna", który można było kupić w Białymstoku w sklepach muzycznych około 1996-7 roku. Nie znam gościa, który go złożył, ale słyszałem, ze Ko-menda zaprosiła go na rozmowę i odechciało mu się dalszej roboty.

Dementor: Przejdźmy do historii FILIPA, jak to się zaczęło?

Marcin: Pierwszy numer z zimy 1997 r. był w całości zrobiony ręcznie: grafiki, tekst itp., do tego podałem swój domowy adres i powieliłem w 100 czy 200 egzemplarzach. Psy nie pojawiły się, dla spokoju zdjąłem jednak adres; zacząłem skład komputerowy. Do tej pory ukazało się 14 numerów, ostatni póki co wyszedł na początku 2008 r. jako spóźniony jubileusz. Z początku pismo miało być kwartalne, na każda porę roku, ale z systematycznością mam problemy, więc wyszło mi pismo nieregularne, którego czytelników wybierałem sobie sam, nieliczni zdobyli je pocztą, dziś kilka ostatnich numerów jest do ściągnięcia ze strony legalnekonopie.prv.pl. Przez pewien czas istniała strona Filipa z konopi, ale podczas przebudowy na serwerze koledze, a równocześnie mi padły twarde dyski i tak się pożegnaliśmy z jej istnieniem.

Dementor: Dla ludzi, którzy nigdy nie przeglądali Filipa, może wyjaśnisz co zawiera?

Marcin: Stałymi pozycjami są wieści ze świata nauki, polityki i aktywności w tej materii. Oprócz tego przepisy kulinarne, często ludowe, bo konopie czy mak znane są ludziom na całym niemal świecie od paru tysięcy lat. Tak więc były tam przepisy na makowca, zupę wigilijną siemieniatkę, indyjski jogurt z haszyszem oraz wódkę z muchomorem. Do tego opowiadania, często fragmenty bajek dla dzieci, jak "Czarnoksiężnik z krainy Oz" albo fragment VI Księgi Pana Tadeusza ZAŚCIANEK pt. "Ustęp o konopiach", który do dziś dzień umiem na pamięć. Za recytację na polskim po wagarach na religii, kiedy to nawdychaliśmy się z kumplem, dostałem szóstkę:) (wagary były jego, ja nie chodziłem na religię w ogóle).

Dementor: Wróćmy do historii, co jeszcze możesz nam powiedzieć ?

Marcin: Gdy pojawił się ENCOD, to Polskę reprezentowała KANABA oraz FILIP Z KONOPI, ale mówię, Filip był zawsze pismem prywatnym, środkiem wyrazu osobistego, kiedy leżało coś na sercu to pisałem, powielałem i rozdawałem za darmo, czasem sprzedawałem za jakieś drobniaki, by zwróciło się xero. KANABIE nigdy nie wchodziłem w drogę, bo odwalali robotę na całego i chwała im. Jest w ogóle taka tradycja pism prywatnych w Polsce, zainicjowana chyba przez szlachtę, która pisała swoje silva rerum na masową skalę. Tzn. jeden gościu pisał w paru kopiach, jak widzi świat czy jakiś problem społeczny, robił kilka odpisów i puszczał po sąsiadach, a ci robili kolejne odpisy dla innego zaścianku lub odpowiadali własnym tekstem. I tak toczyła się dyskusja polityczna, a potem było co uchwalać na sejmikach. Za komuny, w latach 80-tych istniało ok. 5000 tytułów gazetek podziemnych i tez nie były w ogromnym nakładzie, bo ubecja ścigała to raz, dwa nie było papieru, tuszu, kopiarek – nic. Farbę się robiło mieszając białko jajka z pastą do butów, zresztą kto ma tatę w poligrafii, niech zapyta.

Dementor: Na koniec, co myślisz ogólnie o legalizacji marihuany, jak i o prohibicji?

Marcin: Nie zmieniamy status quo żądając legalizacji trawy, bo tym samym uznajemy, że ktoś inny – tutaj rząd lub politycy, są od tego, by decydować, co mamy robić w wolnym czasie, czym się odurzać lub leczyć itp. Sądzę, że trzeba podejść do sprawy inaczej. Obecnie w polityce panuje „moda" na wycofywanie się państwa z pewnych obszarów życia. Szkolnictwo lub służba zdrowia oddawane są samorządom lub prywatyzowane, państwa jest w tych sektorach coraz mniej, a najsilniejszym argumentem jest zawsze kasa. Gdyby zwolennicy legalizacji czegokolwiek (a pomysł mogliby kupić też zwolennicy zakazania wszystkiego) stwierdzili, ze taniej byłoby nie mieszać się do czyjegoś łóżka, nie ścigać, ani nie finansować skrobanek, zostawić w spokoju narkomanów, niech decydują sami o sobie, a nikt z podatków ich leczyć nie będzie, zwolnić z więzień ludzi, którzy nikogo nie skrzywdzili, a siedzą za „przestępstwa bez ofiar", niech katolicy robią sobie szpitale, gdzie nie będzie aborcji nawet po gwałcie, ale na drugiej ulicy niech będzie taki szpital, co zrobi każdy zabieg, albo knajpy dla abstynentów (od tytoniu), ale i takie dla palaczy trawy. Każdy niech ma swój własny świat, ale przestrzeń publiczna szanuje jako miejsce dla wszystkich.

Nie wiem czy zostanę dobrze zrozumiany, chodzi o to, by państwo wycofało się z ustanawiania prawa w tematach społecznie drażliwych, gdzie głosów za i przeciw jest z reguły po równo i żadna ze stron nie ma szans na permanentne zwycięstwo (co widać po aborcji np.). Żeby uznać, iż tam, gdzie nie da się zrobić prawa dotyczącego moralności, etyki, odpowiedzialności osobistej itp., zadowalającego wszystkich – nie robić żadnego prawa. Stworzyć przestrzeń pustki prawnej, czy jak kto woli, prawa neutralnego, gdzie decyzja o tym co brać, z kim spać, czy mieć dzieci i jak je wychować, zależała od samych zainteresowanych, a państwo ze swoim prawem, policją i sądami uznała tą przestrzeń za nie swoje terytorium.

Bo – wracając do trawy – to tak naprawdę nie potrzebuje się szarpać, ani tym bardziej włazić w dupę jakiejś partii, by ustalić, czy wolno mi posiadać jeden gram czy pięć. To i tak nie załatwia najważniejszego, czyli czarnego rynku, który zaopatruje ludzi w podłej jakości „dragi”. Przecież dilerzy to ludzie pazerni na kasę i mieszają narkotyki ze wszystkim, co zwiększy ilość towaru. Na ulice trafia więc trawa z mielonym szkłem, albo haszysz z roztopionym plastikiem. O ile łatwiej i bezpieczniej by było pozbyć się dilerów pozwalając ludziom hodować własną trawę, te kilka krzaków rocznie, by pokryć swoje zapotrzebowanie, a ja już bym zadbał, by moje konopie rosły na naturalnym kompoście, pod prawdziwym słońcem i miałbym tego tyle, że stać by mnie było na niepalenie, ale np. zrobienie ciastek, czekolady, kropli do herbaty i nalewki ziołowej.

Dziękuję

Thor pali

4/20




+ VIDEO w klimacie

BRealTV # 16 - Smoke-a-thon




BRealTV # 13 - The Gas Mask



Tego ziomusia chyba nie muszę przedstawiać: B-Real a.k.a. The Buddha Master z legendarnej grupy Cypress Hill / Soul Assassins, na swoim kanale pokazuje różne szalone techniki jarania ziółka: kręcenie bata, kręcenie jedną ręką, 3 metrowe bongo, szpon, kryształowa dzida itd. W 13 odcinku serii zaprezentował nam technikę "The Gas Mask" - siekieraut!





  • youtube.com/BRealTV - więcej edukacyjnych filmików

  • Palenie chmielu?



    Chmiel (Humulus lupulus)

    Surowiec: Płatkowate i przyjemnie gorzkie szyszki używanej do nadawania smaku piwu byliny.
    Zastosowanie: Może być palony jak marihuana, gdyż chmiel należy do rodziny konopiowatych (kto suszył chmiel w domu powinien to zauważyć), ekstraktowany przy użyciu alkoholu lub może służyć do przygotowania naparu (ok. 28g/0,5l wody).
    Aktywne składniki: lupulina (żywicza substancja zbliżona do THC).
    Efekty: Uspokajające. Przy paleniu daje łagodny, marihuanopodobny haj, z właściwościami uspokajającymi.
    Przeciwwskazania: Nadmierne użycie przez długi okres czasu może wywołać zawroty głowy, otępienie umysłowe oraz łagodne objawy żółtaczki u niektórych osób.

    Przypis: Kilka popularnych książek dotyczących uprawy konopi mówi, że pnącza chmielu można zaszczepić na bryle korzeniowej marihuany. Wynikiem tego zabiegu będzie roślina wyglądająca na normalny chmiel, jednak zawierająca aktywne składniki marihuany. Oznacza to, że ludzie mogą uprawiać własną marihuanę zamaskowaną jako chmiel, co sprawi że nie zostaną wykryci przez władze. Nie ma żadnych przepisów przeciwko chmielowi. Żywe osobniki można próbować zaszczepić u siebie. Chmielu ci u nas pod dostatkiem.

    10 lat FILIPA Z KONOPI !



    wow, to już 10 lat od pierwszego numeru PISMA Z KRĘGÓW JESZCZE NIEDOZWOLONYCH. na początku FILIPY były xerowane i sprzedawane na czad giełdach, w niezależnych dystrybucjach wysyłkowych, podawane z ręki do ręki. na skutek skoku technologicznego tej dekady, ostatnie numery krążyły też w internecie jako pliki doc. po drodze była też stronka internetowa, z wielką bongo fają, ale na skutek zawirowań historii i zmian serwerów gdzieś się zawieruszyła, a ten blog będzie jej kontynuacją.
    =;)- ~~




    Filipowi smarkaczowi stuknęło 10 lat [puff]. Pewnego razu trafił w moje ręce jedyny numer białostockiego zina Maryjanna. Zainspirowany jego lekturą wziąłem do ręki cienkopis, linijkę i 4 kartki A4 by napisać pierwszy numer Filipa z konopi – pisma z kręgów jeszcze niedozwolonych. A był w całości zrobiony ręcznie. Podtytuł wyrażał 100% przekonanie, że kiedyś trawa będzie legalna, co podtrzymuję, aczkolwiek zmienił mi się punkt widzenia całej sprawy i obecnie sądzę, że nie warto postulować legalizacji narkotyków, kajając się przed systemem lub z nim walcząc by na jego warunkach łaskawie pozwolił mi robić to co robię i tak, a do tego po swojemu. Zamiast tego chcę całej wolnej społecznej sfery, gdzie system nie będzie wtykał nosa. Szerzej o tym w tekście o neutralności prawa [puff].
    Czy coś Filip zmienił? W skali krajowej nie, jest jeszcze gorzej niż gdy zaczynałem. W skali lokalnej, bo to pismo znane gdzieniegdzie w Białymstoku lub okolicach, wytworzyło się pewne środowisko, które ten temat kręcił, ale za duzo nie da się tu o tym wywodzić. W sumie miło jest mieć swoją gazetkę i czytelników. Zapewne, gdyby nie nieregularnośc Filipa (to jest #14 na dziesięciolecie więc wypada 1,25 numeru na rokJ), i nakład o połowę większy (standard to 100 sztuk, raz było 200, choć i inni xerowali i jeden z numerów miał ok. 400 kopii) a do tego pocztówki to może miałoby to większy oddźwięk i wkład np. do ENCODU mógłby być większy niż symboliczny, bo w sprawie legalizacji zioła działa hyperreal z Radoszem, Filip sobie pisze.
    Nie mam ambicji robienia z Filipa wydawnictwa ogólnokrajowego lub regularnego jak na razie. Wolałbym, by wielu ludzi miało swoje własne „filipy” i nawet na podobną skalę każdy, razem tworzyłyby ruch wielu redaktorów i ich czytelników. Organizacja się jednak zaczęła via internet i to medium przebiło nasze możliwości przebicia (widzisz czytelniku? ciąglę piszę w liczbie mnogiej...). Ten numer to jakby zamknięcie, bo gwarancji nie daję, że Filip wyjrzy jeszcze z konopi [puff]. Czy jest sens robić takie pismo? Nie ma znaczenia. Opór stawiać trzeba naokrągło, bo nie ma końca walki, która trwać musi, inaczej system nas zje. Bo to on jest problemem, nie tylko polityczny, czy gospodarczy ale i kultura która się boi badania duszy nawet na psychoterapii a co dopiero po dragach...






















     
    © is for losers | powered by W-23 DIY UNLMTD